Relacja z Pog(R)adajmy: inteGRAtion Party Edition 5 w Warszawie!

Ostatnimi czasy w moim życiu wszystko dzieje się wokół pracy. Obecnie pracuję w miejscowości w której nie mieszkam na stałe. W całym tym zgiełku brakuje mi trochę czasu na pielęgnowanie bloga. Teksty pozostają w głowie, ciężko jest mi przelać coś na elektroniczny papier. Ale nie tylko praca mnie tak od tego odciąga. Drugą stroną medalu jest nadrabianie zaległości. Wsiąknąłem totalnie! Chwile po pracy, po nadrobieniu „życia onlinowego”, sięgam po stare tytuły które nieruszone widnieją na mojej półce. Stworzyłem do tego nawet pewien schemat ( 😉 ), o którym być może kiedyś napiszę w osobnym poście. W tym wszystkim również mam problem aby urwać się gdzieś dalej na jakiś growy event. Niemniej jako punkt honoru postawiłem sobie stawienie się na Pog(R)adajmy: inteGRAtion Party Edition 5, które w połowie sierpnia odbyło się w Warszawie. Po raz pierwszy sam nie zajmowałem się organizacją i mogłem przyjrzeć się pracy innych. Fajnie się złożyło, że przed dzień wyjazdu, udało nam się zorganizować wesołą ekipę w składzie: Ani, Krzyśka oraz Komodo, z którymi wspólnie wybraliśmy się w trasę do stolicy naszego kraju, aby pograć, poznać nowych ludzi i dobrze się zabawić.

Wyjazd w okolicach 13:00 z Częstochowy. Rodzaj transportu: samochód Komodo. Po dopięciu ostatnich szczegółów w pracy (ja, Krzysiek i Komodo – wszyscy zarobieni), mogliśmy w teorii oznajmić, że jedziemy w pełni na luzie. Po drodze zahaczając o „wydawacz pokarmu na literę M” natrafiliśmy na uczestników z Katowic, którzy również zmierzali w tym samym kierunku. Jaki ten świat mały. Nie mogło zabraknąć pamiątkowej foty i ruszaliśmy dalej.

W drodze jak to w drodze, rozmowy na tematy growe, sporo anegdot dotyczących PSX Extreme (wraz z Krzychem, jako stali czytelnicy, słuchaliśmy z wypiekami na ryjcach!), zeszło też na politykę (przez gry). Będąc już w Warszawie tak się zagadaliśmy, że na jednym ze skrzyżowań pojechaliśmy dalej kombinując jak odpowiednio zawrócić. Na szczęście obyło się bez jazdy pod prąd, niemniej minęliśmy jeden duży „mediowy” budynek, którego właściciela Komodo przywitał jakimiś „aforyzmami” – nie wnikajcie.

Podjechaliśmy pod Disco VR, który z zewnątrz wygląda całkiem klimatycznie. Jakaś grupka osób dotleniająca się tytoniem prowadziła żywe rozmowy. Wypakowaliśmy się z auta (Komodo niczym Spider-Main przebrał prawie całe odzienie) i weszliśmy do środka…

W klubie przywitała nas naprawdę spora przestrzeń. Na samym wejściu są ustawione automaty do gier, do których prawie z miejsca przykleili się Komodo wraz z Anią. Był odpalony Metal Slug. Nie pomagały próby odciągnięcia typu „może się czegoś napijemy, bo lekko suszy?”, „a może najpierw się z wszystkimi przywitamy?”. Jak się okazało dobrze zrobili bo automaty okazały się płatne, a farciarze załapali się na włączoną, pozostawioną przez kogoś grę. Widać instynkt Gracza zrobił swoje, nie mógł się zmarnować czyiś żeton!

W głębi lokalu znajdowały się jakby mniejsze pokoje oddzielane delikatną kratą. W nich po lewej stronie powstawały właśnie trzy stoiska przygotowane przez uczestników Pog(R)adajmy, którzy chcieli pokazać swoje gry, oraz jedno tworzone w tzw. strefie retro – przykuwało uwagę bo Roman (jeden z uczestników z Warszawy) zabrał ze sobą… mechaniczny rower, na którym grało się w jeden oldskulowy tytuł (wow!)

W dalszej części po lewej byli sobie organizatorzy z większości miast Pog(R)adajmy, po prawej grupy ludzi z Rozgrywki 4.0, z którą to event był współdzielony. Po przywitaniach ze swoimi, walnięciu kliku pamiątkowych fot, udaliśmy się jeszcze dalej. Tam spotkałem kilkoro dobrych znajomych z Pog(R)adajmy z Warszawy, a na samym końcu jeszcze jedno pomieszczenie ze sprzętami VR. Mówiłem już, że w Disco VR jest naprawdę sporo miejsca? No to się jeszcze raz powtórzę. Można tutaj naprawdę dobrze spędzić czas.

Po zrobieniu rekonesansu przyszedł czas na chłodzenie się napojami, wspólne rozmowy i granie w prezentowane gry. Całą ekipą dorwaliśmy się do gołębi (Pigeon Fight), później mierzyliśmy się na specjalnie przygotowanym na tę okazję automatem z grą Żaba the Frog – swoją drogą świetnie sprawdzającej się na tej maszynie.

Po raz pierwszy na inteGRO odczułem totalny luz organizacyjny. Nie powiem – fajne to było odczucie. Niemniej aby takie inicjatywy powstawały zawsze ktoś musi włożyć w to sporo sił. Tutaj za organizację odpowiadała ekipa z Warszawy – z Krzychosem, Gorkym i Kapitanem na czele. To oni zebrali wszystkich w jednym miejscu. Niemniej na pytanie pomocnicze Krzychos zawsze odpowiadał: „w niczym nie trzeba pomóc, wszystko gra”. Zarąbiście!

I tak nie wytrzymałem i z racji tego, że przywiozłem kilka naprawdę skromnych nagród (w postaci starszych gier na PC) zdecydowałem się zorganizować drobny quiz z wiedzy na temat Pog(R)adajmy. Pięć pytań i pięć nagród – do wyboru. Jak się okazało znaleźli się śmiałkowie, którzy odpowiedzieli na każde z nich – szacun.

Po tym punkcie programu (była już 22:00) musieliśmy zawinąć się w samochód i wracać do swoich domów. Ponowny powrót autem, ponowne rozmowy, w których ponownie przewijały się gry. A ludzie „z zewnątrz” mówią, że nasze hobby jest dla dzieci. Wydaje się nudne i nic nie wnoszące do życia. Ciekawe, bo moja praca obecnie jest ściśle związana z grami. Uczestnicy Pog(R)adajmy pracują przy grach. Komodo o nich pisze. I wszyscy nie czujemy się dziećmi (co innego Graczami od dziecka – ale to oczywistość – inaczej byście tego nie czytali… 😉 ).

Pog(R)adajmy: inteGRAtion Party Edition 5 za nami. Myśląc sobie o naszym evencie, czuję się na luzie – w takim też tonie odebrałem go będąc w Warszawie. I takim też akcentem życzę Wam miłego Pog(R)adajmy w nadchodzącym, „nowym sezonie” [te nawiązanie do seriali jest celowe – wiecie, uderzamy w trendy]! Do następnego!

2