Relacja z Digital Dragons 2017! – kolejny raz po prostu mega!

To był mój trzeci rok z rzędu obecności na Digital Dragons i za każdym razem będąc na tym wydarzeniu doznaję mega euforystycznych emocji! Kilka lat temu dość niszowe wydarzenie, wydawać się mogło z boku, dziś stworzone z rozmachem, z którego możemy być dumni na tle międzynarodowym.

To właśnie tutaj polscy twórcy gier co roku demonstrują swoje nowe produkcje. Jedni szukają wydawców, inni współtowarzyszy do dalszej produkcji, a jeszcze inni uczą się od siebie poszukując inspiracji. Ja jako nie twórca gier, jestem zupełnie obok tego. Ale mi to wydarzenie dodaje mega pozytywnego ducha, ponownej chęci na granie oraz wiedzy. Świadomość, ile polskich produkcji powstaje w danym czasie, jaki mają poziom, czego możemy się spodziewać w przyszłości. Te chwile warto przeżyć samemu. Ale to nie jedyne plusy udziału w Digital Dragons.

Warto wspomnieć, że jak już co roku, do Krakowa zjeżdżają twórcy gier z różnych regionów świata. Dałem radę być tylko w drugim dniu wydarzenia, ale tylko wtedy, od razu na początku tworzenia tej relacji, udało mi się zamienić kilka słów z przedstawicielką studia Remedy (twórcy m.in. nowego Maxa Payne’a czy Quantum Break), dowiadując się o rekrutacji na różne stanowiska w ich siedzibie mieszczącej się na Filipinach. Dnia pierwszego był obecny m.in. Sam Lake – osoba, która użyczyła twarzy głównemu bohaterowi pierwszego Maxa – na pewno kojarzycie charakterystyczny grymas twarzy 🙂 Klika chwil później obok mnie przechodzi główna „gwiazda” poprzedniej edycji, czyli John Romero, którego małżonka w tym roku miała swój wykład. To tylko fragment. Nie zapomnijmy przecież o polskich twórcach gier, przedstawicieli mediów, którzy na DD są na wyciągnięcie ręki.

Twórcy gier to jedno, ale jakby nie patrzeć, sednem tego wydarzenia dla mnie są gry same w sobie. Ponownie miałem okazję zagrać w kilka wybornie unikatowych produkcji. I choć nie wszystkie nazwy tytułów spamiętałem, nie wszystkie też tu wymienię, to te osoby, którą chciałyby nieco je poznać, niech prześledzą galerię zdjęć (szczególnie tę na Facebooku, na której zostaną oznaczone konkretne produkcje).

Nietuzinkowe doświadczenie growe? Na pewno takie zapewniła mi gra The Blind Wizard of Antreia – tworzona przez grupę studentów z poznańskiego UAM! Na czym polegała jej wyjątkowość? W ten tytuł grasz z opaską na oczach, ponieważ… jest to gra o osobie niewidomej. Jak się domyślacie, w grze nie ma ani krzty grafiki (oprócz jednego arta ustawionego w formie tapety). Postacią sterujemy za pomocą pada, a całość rozgrywki polega na tym abyśmy podążali w kierunku, w którym najgłośniej słychać muzykę lub otoczenie. Jest to gra przygodowa z ciekawie nakreśloną fabułą, klimatem oraz zagadkami logicznymi. Byłem naprawdę zadowolony jak udało mi się ukończyć prezentowane demo. Warto w ten tytuł zagrać samemu. Może zabrzmię nieco niestosownie, ale dla mnie było to faktycznie zupełnie niepowtarzalne doświadczenie, a m.in. takich doznań oczekuję od gier.

Nie mogę nie wspomnieć jeszcze o jednej grze, która urzekła mnie swoją prostotą. Jej nazwa to Pok i choć ten tytuł zagościł swego czasu na Pog(R)adajmy: inteGRAtion Party Edition III w Krakowie to przyznaję, nie zdążyłem wtedy go sprawdzić. Na szczęście udało mi się nadrobić to teraz. Pamiętam jak moi znajomi go zachwalali. Dlaczego? Bo w całość grasz wciskając tylko jeden przycisk (wybierasz kierunek, w którym poruszy się bohater, porozmawiasz z innymi postaciami, wejdziesz w interakcję z otoczeniem itd.). Nie brzmi to może mocno odkrywczo, ale tak jak i w poprzedni tytuł, tak i w ten trzeba zagrać samemu. Wartym podkreślenia jest również wykreowany świat. Tu po prostu widać, że gra została stworzona wg autorskiej wizji, bez ingerencji osób trzecich. Takie gry lubię jak najbardziej i życzę stworzenia portu na urządzenia mobilne – tutaj tytuł sprawdzi się bez dwóch zdań.

Dużo też czasu spędziłem na stanowisku Grzegorza, znanego z naszego bloga, który wydał swój pierwszy tytuł – Nighthaw-X3000. Jeżeli jesteś fanem klimatów retro, gier w stylu Galaga przy odjechanych prędkościach i z mocną muzyką elektroniczną, będziesz zachwycony. Gra dla hardkorowców. Przeszedłem jeden level – ou yeah 😉 Sprawdźcie sobie trailer na YouTube.

Spore wrażenie wywarło na mnie również przygotowanie do targów przez firmę Forever Entertainment z Gdyni. Stoisko z prezentowanymi aż czterema grami! Co ciekawe wśród nich również seria kojarzona przez posiadaczy w dawnych latach poczciwego PSXa. Fear Effect Sedna to projekt ufundowany dzięki kampanii crowdfundingowej. Miałem okazję zagrać w demo. A także w Hollow – klimatyczny horror FPS w wydaniu sci-fi (mój faworyt!), przygodówkę Shadow Over Isolation (nie zdążyłem zagłębić się w ten tytuł, niemniej po chwili grania wiem, że z chęcią przetestowałbym go na konsoli stacjonarnej) oraz Prodigy. Co ciekawe, jako jedyne studio, wynajęli na targi cosplayerkę przebraną za główną postać Fear Effect! Stoisko było wzbogacone o koszulki oraz kubki z wcześniej wymienionych gier – każdy mógł otrzymać taki zestaw na pamiątkę. Innymi słowy, klasa.

I tak sobie grałem i grałem… zbliżała się 17:30 czyli finał corocznego Indie Showcase… przyspieszyłem z fotografowaniem stanowisk i w sumie chyba dość przypadkiem zostałem zaproszony do przetestowania jeszcze jednego tytułu. Był nim Kadath. Kurcze, jak nie żałuję, że mnie o to zapytano 😀 Gra na HTC Vive. Przygodowo-logiczna. Rozpoczynasz w jaskini i jakże cholernie immersyjne to wszystko wyglądało! Poczułem się jak dziecko, gapiąc się wszędzie na nowo-odkrywaną grafikę (w grach 😉 ), rozglądałem się po ścianach, patrząc na wszystkie szczegóły. Wow! Ale to było doznanie. Nie mam aż tak dużego doświadczenia z grami VR, więc możliwe, że stąd taka reakcja. Ale mam natomiast ogromy staż w ogólnym graniu, więc wzbudzić we mnie takie doznania? Chcę więcej! Ba, już po powrocie do domu, odpalając pierwszą lepszą grę, szukałem podobnych wrażeń, ale to już nie było to samo. Tutaj miałem wrażenie bycia w grze. Dobra, nie będę Was już dłużej zanudzał moimi przewrażliwionymi odczuciami, niemniej jak będziecie mieli okazję zagrać w ten tytuł, korzystajcie. A za twórców trzymam kciuki, dokończcie go i wydajcie!

Digital Dragons to dla mnie szczególne wydarzenie z jeszcze jednego powodu. Jak na żadnym innym wydarzeniu, tak tutaj stało się ono również możliwością spotkania z organizatorami Pog(R)adajmy, z którymi znamy się głównie z cyfrowej formy. I w tym roku pojawiła się dość solidna grupka. Dlatego uwaga, to czas na pozdrowienia, a zatem dla: Oli (Kraków), Very (Trójmiasto 🙂 ), Artura (Łódź), Zicka (Katowice) oraz chłopaków z Warszawy – Gorky, Krzychos, Kapitan – a także dla byłej organizatorki z Katowic, Nadya! Niesłychanie miło było Was wszystkich zobaczyć! 🙂

Czy do następnego za rok? Oby! Ja jestem tak niezmiernie szczęśliwy jak wracam z DD, że mógłbym to powtarzać co roku. Jak będzie, czas pokaże. Wy natomiast możecie już teraz zakreślić sobie datę 21-22 maja 2018! 🙂 To wtedy odbędzie się kolejna edycja. Dlatego, mimo wszystko oby do następnego! Przejrzyjcie sobie zdjęcia oraz kto miły, niech zostawi jakiś ślad po sobie np. na naszym Facebook’u 😉 – Thx!

Specjalne podziękowanie dla Wojtka Mroczka za umożliwienie stworzenia tej relacji!

[Digital Dragons 2017 odbyło się 21-22 maja 2017 w Krakowie]

5