Relacja z Digital Dragons 2018 – jeszcze lepiej niż rok temu! Czy to możliwe?

W tym roku po raz kolejny jako przedstawiciele inicjatywy Pog(R)adajmy pojawiliśmy się na konferencji Digital Dragons w Krakowie. Nasza ekipa była bardzo liczna, nie brakowało ludzi z Katowic, Warszawy, Gdańska, Łodzi, Bielska-Białej, Częstochowy i oczywiście Krakowa. Udział w tym wydarzeniu staje się dla nas niemałą tradycją. Dlatego tym bardziej jesteśmy w stanie odwołać się do lat poprzednich, zastanowić się w jakim kierunku idzie Digital Dragons i przekazać Wam swoją opinię. Jest to dla nas również czas poznania nowych projektów growych, wysłuchania wykładów, a także zgarnięcia kilku fantów dla uczestników naszych spotkań. I o tym wszystkim właśnie przeczytacie poniżej.

Atrakcje przed targami.
Na wstępie muszę nadmienić, że głównym partnerem tegorocznej edycji Digital Dragons była firma CD Projekt Red. Dzięki temu miała miejsce pewna nowość. Wejściówki na targi można było odebrać dzień wcześniej, czyli 19-stego maja, w krakowskim oddziale Redów. Wydawanie wejściówek dzień wcześniej to nie żadne nowum, już bywało tak w poprzednich latach co skutecznie zmniejszało kolejkę do wejścia, jednak w tym przypadku twórcy Wiedźmina zdecydowali się pójść o krok dalej. Umożliwili zwiedzenie praktycznie całego krakowskiego studia! Wszyscy uczestnicy, myślę że jednogłośnie, pochwalili takie rozwiązanie. Mało tego, nie tylko na samym zwiedzaniu stanęło. Podczas wizyty mogliście oczywiście natrafić na ludzi pracujących nad Gwintem czy Cyberpunk 2077. Mogliście zamienić z nimi słowo na temat produkcji gry (chociaż jak wiadomo tutaj za dużo mówić nie mogli) czy pochwalić za ich pracę, a także odnaleźć HR Rekruterów, którzy byli w stanie szczegółowo omówić wszystkie trwające rekrutacje. Redzi byli bardzo otwarci na współpracę. Muszę też przyznać, że samo studio wygląda imponująco. Każdy otrzymał pakiet powitalny w postaci modnej czapki z logiem CD Projekt RED, smyczki oraz gustownych przypinek do mankietów. Nie zabrakło również symbolicznego piwka z motywem z Gwinta. Zdjęcia z odwiedzin krakowskiej siedziby CD Projekt Red możecie znaleźć na moim Instagramie >>>tutaj<<<.

Oprócz eventu powitalnego u Redów organizatorzy Digital Dragons 2018 przygotowali drugą atrakcję w postaci wykwintnego before party, wraz we współpracy z 11 bit studios. Całość odbyła się na Placu Nowym, w samym sercu dzielnicy Kazimierz. Tutaj na gości czekały dwa piętra z otwartym dostępem do baru oraz muzyka. Panował wesoły networking. Wiele osób pracujących w gamedevie traktuje Digital Dragons jako swoiste spotkanie po latach, co było widać na każdym kroku.

Digital Dragons 2018 – dzień pierwszy i pierwsze piętro.
W tym roku postawiłem sobie za cel aby odwiedzić jak najwięcej stoisk twórców gier. Miałem również zaplanowane kilka spotkań dzięki fajnej usłudze Pitch & Match, która była dostępna dla uczestników jeszcze przed konferencją. Celowo pominąłem wszystkie prezentacje oprócz studenckiego Indie Showcase. Do tych dwóch atrakcji wrócę jednak w dalszej części tekstu.

Pierwsze co przykuło moją uwagę zaraz po wejściu do głównej hali to stoiska znajdujące się na parterze. Stwierdziłem, że odhaczę je najpierw bo nie wydawało się ich zbyt wiele. Jak się okazało pod schodami była utworzona strefa gier zagranicznych, głównie od sąsiadów zza naszej wschodniej granicy. Rzuciłem okiem, ale okazało się tego dość sporo, więc zdecydowałem się czym prędzej czmychnąć na pierwsze piętro – postanawiając wrócić tu później. Wyżej swoje stoiska mieli więksi twórcy gier tacy jak CD Projekt Red, Techland, Infinity Ward/Activision (bodajże po raz pierwszy na targach). Były również stoiska z grami, z których najbardziej zapadły mi w pamięci Artifex Mundi prezentujące swój najnowszy produkt – zupełnie odbiegający od tematki HOPA. Dalej fajne stoiska mieli SQRT3, twórcy Tavern of Emyr Barbarous (gra o zarządzaniu tawerną i obsłudze Klientów 🙂 dobrze pasująca do sprzętów mobilnych), Gamesture (z dobrym merchandisingiem w postaci dmuchanych mieczy i krówek), Primebit Games z bardzo dobrym merchem (koszulki, kubki, piękny notes z grafiką z gry, no i słoik dżemu z informacją o otwarciu Game Jamu – po prostu Mistrzostwo Świata) oraz równie ciekawym Magic Nations – gra karciana – strategiczna, bardzo przystępna w opanowaniu, a jednak posiadająca przemyślaną mechanikę.

Było również ciekawe stoisko 11 bit studios, które promowało ich najnowszy Frostpunk. Nie zapomnę również gry innego studia tworzonej na konsolę PlayStation 4 – mianowicie Free Blades, która charakteryzuje się ciekawym mechanizmem walki mieczem wykorzystując do tego prawy analog. Przeciwników można trafić w różne części ciała, można wyskoczyć w powietrze i spadając wykonać dowolny cios. Gra na kanapowe multi w bajkowej stylistyczne, z gatunku chodzonych bijatyk. Jestem ciekaw finalnego kodu.

Wracając natrafiłem na kolejne interesujące stanowiska. Pierwszym była rosyjska firma Pixonic, która wręcz nalegała na branie od nich fantów. Swoją drogą świetnie wykonanych (m.in. magnesy na lodówkę hłehłe – a takie pamiątki lubię). Ich gra, War Robots, jest dostępna na rynku od 4 lat. W walki robotów możecie zagrać na smartfonie i muszę przyznać, że nie dałbym tej grze tylu wiosen na karku – wygląda jakby wyszła teraz – polecam sprawdzić fanom tematyki. A tuż za rogiem było krakowskie Nano Games. Jakim zdziwieniem było dla mnie, że ekipa pod koniec maja wydaje grę w charakterze action-tower-defense, która wychodzi m.in. na konsolę Xbox One i która w praniu bawi tak dobrze! Stoisko przykuwało uwagę również kolejnym świetnym merchem w postaci rzucających się w oczy skarpetek. Wiecie, takie w dość jaskrawych kolorach. Zagrałem partyjkę z nieznajomym kolegą i muszę przyznać, że z chęcią sprawdzę grę po premierze.

Warto nadmienić również o konkursach. Jeden był organizowany na stoisku Reality Games – gdzie za kreatywną odpowiedź na jedno pytanie można było zgarnąć konsolę Nintendo Switch. Również firma GameDesire oferowała 3000 zł za polecenie im świetnego Game Designera specjalizującego się w mobilnych grach RPG. W między czasie odwiedziłem kilka innych firm, w tym m.in. izraelskie AppsFlyer gdzie dużym zainteresowaniem cieszyła się nasza inicjatywa.

Odwiedziłem również prezentację studenckich projektów. W tym roku poziom nie był aż tak wysoki jak kilka lat temu, ale były produkcje, które nadal się wybijały. Widać również, że tutaj nieco forma także się zmienia, ponieważ sala do tego przeznaczona nie była wyposażona w tyle miejsc co w zeszłych latach. Mój faworyt (gra która przypominała najnowszą Zeldę – dużymi słowami mówiąc – jednak mnogość zaimplementowanych rozwiązań wzbudzała podziw) nie wygrał, ale faktycznie, trzy tytuły posiadały wiele różnych, rozbudowanych mechanik. Po prezentacjach przyszedł czas zakończyć oficjalnie pierwszy dzień z Digital Dragons. No, jednak niezupełnie, bo na uczestników czekało jeszcze… „after party” w Forcie Kleparz. Nadążacie z tymi imprezami?

After Party, koncert i networking.
Tutaj za dużo szczegółów nie będę opowiadał, bo jest zasada, że co zostaje na tej części spotkania, to nie wypływa dalej. Niemniej prywatnie był to dla mnie czas na którym m.in. poznałem uczestników Pog(R)adajmy z Trójmiasta, będącego pod przewodnictwem Very. Ludzie przemili, świetnie było się z Wami zobaczyć i poznać kilka Waszych projektów. W tej części spotkania była też okazja pogratulowania m.in. dwójce znajomych z Fool’s Theory, którzy na Digital Dragons zdobyli swoją statuetkę. Miał miejsce również koncert artystki – Zamilskiej. Ogólnie miejscówka wybrana na to wydarzenie była wręcz idealna. Mnóstwo miejsca, dużo barów, grill, koncert itd. – czego chcieć więcej?

Dzień drugi, czyli w końcu „moje drugie piętro”.
To na drugim piętrze mieściła się ogromna reprezentacja twórców gier niezależnych. Jak tylko spojrzałem ilu ich jest  to od razu uświadomiłem sobie, że cały dzień na to nie wystarczy. W pierwszej kolejności udałem się do pary znajomych z fajnej inicjatywy Kurki Collective, którą poznałem na Pog(R)adajmy w Poznaniu. Pod banderą Kurek pojawiły się aż cztery różne produkcje. Po raz pierwszy zagrywałem się w Riven Tails: Defence – bardzo przyjemny tower-defence na lokalnego co-opa, z ciekawą eksploracją, sekretami i kolorową stylistyką. Tutaj również wyczekuję już wersji konsolowej chociaż data premiery jest jeszcze nieznana.

Idąc dalej odkryłem Howard Phillips Lovecar – grę w której na modłę pierwszego GTA autem przejeżdża się okultystów. Mówię sobie, bez uprzedzeń, ale jak się dowiedziałem, że oni w grupie tworzą różne kreatury, które później przeszkadzają mi w grze, wbiłem gaz do dechy i wbijałem punkty na tablicę rekordów, nie mogąc oderwać się od tej produkcji. Dobrze, że był w pobliżu Goletz, którego zaprzęgnąłem do sprawdzenia tego tytułu – raczej nie żałował. Był pretekst aby się oderwać od gry i lecieć sprawdzać dalej.

Sprawdziłem również Zniw Adventure – kreskówkową grę point & click o dinozaurach, dedykowaną dzieciom, wzbogaconą o encyklopedię. Genialna stylistyka, gra wygląda jak ze stron komiksów z dawnych lat. Mechanika skojarzyła mi się z Ace Venturą chociaż tutaj można jeszcze bardziej pobawić się różnymi jej elementami. Np. omyłkowo przewidzieć daną sytuację używając przedmiotów w nieodpowiednim miejscu – gra i tak odtworzy konkretną animację. Nie można tu zginąć, tytuł jest po polsku i angielsku. Także i tutaj twórcy (kolejna zaprzyjaźniona mi para) byli uzbrojeni w dobry merch – kubki, breloki i przypinki. Można było zgarnąć kilka pamiątek.

Kolejnym tytułem, na którym położyłem swoje łapska, był Unhatched: Adventure Card Game – jak nazwa wskazuje była to gra karciana z elementami dawnych gier RPG (swoimi wyborami wpływasz na fabułę), stworzona przez utalentowanego Filipa Lostera i jego nieliczny zespół. Gra z początku wydawała mi się dość trudna, jednak kilka prób i byłem na właściwych torach. Ucieszą się miłośnicy smartfonów bo szykuje się ciekawy, angażujący tytuł.

Tuż za moimi plecami uwagę przyciągało stoisko dobrze znanego mi z krakowskiego Pog(R)adajmy studia MuHa Games, twórców Thea: The Awakening. Pierwsze co rzucało się w oczy to piękne szklane zdobienie na stole z grą. Obok ręcznie wykonany dziennik/notes wydany w limitowanym nakładzie 1 sztuki. A przy stoisku trzyosobowy skład twórców poprzebieranych w stroje nawiązujące tematyką do gry. Można było przedpremierowo pograć w Thea 2: The Shattering i… pozostawić feedback twórcom. Widziałem skrzętnie robione notatki. Za pogranie każdy otrzymywał koszulkę z wizerunkiem z gry.

Minęło już prawie pół dnia, a przede mną jeszcze cała sala gier niezależnych. Odbiłem na moment do stoiska Yggdrasil Gaming, aby wziąć udział w konkursie. Zdobyłem więcej punktów niż na ostatnich zawodach, ale to jeszcze nie było to. Świetny merchendasing bił na każdym kroku. Od zdobionych czekolad, na babeczkach kończąc.

Czas iść dalej. Kolejny rekonesans po stoiskach. Odwiedziłem uczestnika Pog(R)adajmy z Częstochowy z Flora Games, który przygotowuje bardzo ciekawy tytuł Anno Domini 1250 – grafika w grze pochodzi wprost z kart Biblii. Grając bawiłem się przednio.

Dalej udałem się do kolejnej osoby, którą poznałem na krakowskim Pog(R)adajmy – Krzysztofa Chomickiego, który po współtworzeniu gry Butcher, tworzy swój nowy projekt – Carrion. Jak to dobrze, że udało mi się trafić do niego na stoisko! W grze się po prostu zauroczyłem. I jest to powiedziane trochę na przekór, bo tytuł ten jest mocno brutalny i krwawy. Wcielamy się w „coś” w rodzaju stwora/krwawej flegmy/mięsa na wzór tego właśnie z filmu The Thing. W grze panuje klimat wyjęty wprost z Obcego. Naszym zadaniem jest bezwględna eksterminacja załogi. Do gustu przypadło mi sterowanie – tym „czymś” poruszamy się po ścianach, suficie, przyklelając się do nich i swoiście tocząc w szybkim tempie. Napotkanych żołnierzy możemy rozczłonkować na różne sposoby. Gra mimo tego nie jest łatwa i zawiera kilka dobrze skrytych przejść, które poruszają przygodę do przodu. Był to co prawda bardzo wstępny etap produkcji, ale już teraz gra wygląda i brzmi bardzo dobrze (takie wymieszanie gore z pixel-artem). Gra zdobyła dwie ważne statuetki na Digital Dragons 2018 – Best Indie Game oraz mówiący sam za siebie Community Vote. Zdecydowanie już teraz wyczekuję wersji na konsolę PlayStation 4! A kiedy premiera? Nie wcześniej niż w 2019 roku.

Tak się zagrałem i wciągnąłem w rozmowy, że została mi dosłownie jedna godzina. Nie widziałem nawet połowy produkcji na tym piętrze! Szukając kolejnego stoiska do sprawdzenia zostaję nagle zaczepiony przez znajomego dewelopera, którego poznałem na Digital Dragons, w którejś z poprzednich edycji. Wtedy przez moment jeszcze nie połączyłem faktów. Gram w jego nową grę i jestem pod mega wrażeniem. Card Warrior to gra karciana na tablety i telefony z bardzo dobrym mechanizmem walki, rozbudowanym systemem umiejętności do zdobycia, pięknymi animacjami – ten tytuł wyglądał jakby był gotowy już do wydania. A tu się okazuje, że twórcy jeszcze zbierają feedback, cały czas poprawiają, nie znają daty premiery gry. Poznaliśmy się wcześniej przy ich Laser Kitty Pow Pow, grze która swego czasu urzekła mnie stylistyką, pomysłem oraz zwariowaną muzyką. Ci sami twórcy pracują teraz nad zupełnie inną grą, wzbogaceni we wnioski z poprzedniej produkcji. W tym przypadku również nie mogę doczekać się tej premiery i trzymam kciuki za powodzenie.

I to już chyba koniec, praktycznie się poddaję, idę na ostatnią Galę podsumowującą Digital Dragons 2018, aż tu ku kolejnemu zaskoczeniu zaczepia mnie jeszcze jedna para twórców gier, która dokładnie rok temu w taki sam sposób złapała mnie do przetestowania ich produkcji. To twórcy Kadath, którzy tym razem pojawili się gościnnie, bez swojego stoiska. Ja jednak wyciągnąłem kilka informacji na temat ich gry oraz zadeklarowanie, że pojawią się na krakowskim Pog(R)adajmy już w czerwcu – zatem widzimy się!

Na sam koniec, chciałem odwiedzić jeszcze jednego znajomego dewelopera, ale czas już zrobił swoje – stoisko było nieczynne. Dlatego zagrałem tuż obok w Eqi – całkiem przyjemną grę platformowo-logiczną, z ciekawą, surrealistyczną grafiką – po raz kolejny nie żałując poświęconego czasu.

Czego nie zrobiłem?
Nie odwiedziłem połowy stoisk (uwierzcie mi, że bardzo chciałem – dlatego jeżeli ktoś z niewymienionych tutaj twórców gier chciałby zaprezentować mi swój tytuł, zachęcam do kontaktu). Nie odwiedziłem ani jednej prelekcji, a były ponoć bardzo dobre – pojawili się ludzie z Santa Monica Studio, Guerrilla Games czy CD Projekt Red. Nie odwiedziłem fajnej strefy relaksu przygotowanej przez Huuuge Games (zabrakło czasu). Nie skosztowałem darmowych lodów serwowanych przez Techland. Nie wróciłem już w ogóle do strefy gier z zagranicy.

Digital Dragons powinno trwać… 3 dni 😉 Jest po prostu tak pełne atrakcji. Choć i pewnie wtedy byłoby ich jeszcze więcej, więc niech pozostanie takie jakie jest teraz. W tym roku był taki ogrom wystawców, prezentacji, fantów, gadżetów, konkursów, że może być ciężko przebić ten poziom za rok. Chociaż widząc determinację organizatorów oraz sukcesy jakie odnosi Digital Dragons – jestem przekonany i bardzo dobrej myśli – że za rok będzie to kolejne mocne wydarzenie gamingowe w Polsce. Dla mnie osobiście to najważniejsza konferencja w roku, nie przebije jej WGW, PGA czy Pyrkon. Są to oczywiście imprezy o nieco innym charakterze, ale dla mnie, osoby zainteresowanej tworzeniem gier, tego co w danej chwili powstaje na polskim rynku i zagranicą, chcącego wysłuchać prelekcji ludzi z firm ze światowej czołówki – Digital Dragons jest numerem jeden. Nie jest to wydarzenie typowo konsumenckie, jest natomiast jakościowe, wzbogacone o mnóstwo wiedzy na temat naszego rodzimego podwórka. Z drugiej strony może pojawić się na nim każdy – mimo biznesowego charakteru imprezy, bilety są ogólnodostępne. Dlatego może już teraz warto odłożyć sobie pieniądze aby kupić bilet za rok.