Pog(R)adajmy – Początki i pierwsi inicjatorzy

Dnia 12 czerwca 2013 roku w Warszawie. To dokładnie w tym dniu równe 5 lat temu udało mi się zainicjować cykl spotkań dla Graczy i pracowników branży gier w Polsce. Szczerze mówiąc, nie przypuszczałem wtedy, że za parę lat napiszę takie zdanie. Nasze Pog(R)adajmy ma swoją szeroką historię. To nie ja sam sprawiłem, że te spotkania są w innych miastach. Na początku nie miałem takiego planu. Pozwólcie, że przybliżę Wam kilka faktów o tym gdzie narodził się pomysł na taki event, jak to się stało, że rozrósł się o inne miasta oraz przedstawię osoby, które za to odpowiadają.

Gdybym miał się doszukać genezy pomysłu na spotkania, na których gadamy o grach (btw. „spotkanie, na którym gadamy o grach” – jak to prosto brzmi – założe się, że wielu z Was wpadło kiedyś na coś podobnego) to będzie miała ona miejsce na pewnym turnieju. Konkretniej na eliminacjach do Mistrzostw Polski w Injustice, organizowanych przez firmę Cenega w bardzo klimatycznym miejscu jakim jest BuddaPlay w Warszawie. To tutaj, wraz z innymi uczestnikami zawodów, w oczekiwaniu na swoją kolej, zaczęliśmy wymieniać się opiniami, w co tam ostatnio graliśmy. I to właśnie wtedy, w pewnym momencie, jedna wypełniona entuzjazmem osoba wypaliła coś w tym stylu: „Rety, z Wami można pogadać o wszystkich grach, wiecie co to jest Heavy Rain – moi znajomi totalnie nie rozumieją tematu!” – i to właśnie mniej więcej w tym momencie zaświtała mi myśl, dlaczego by nie spróbowć zorganizować spotkania, na którym równi sobie Gracze gadają o grach.

To właśnie w takim klimacie narodził się pomysł na Pog(R)adajmy. Przy okazji była to również pierwsza relacja, która rozpoczęła passę sukcesów na moim blogu. Z tym ostatnim żartowałem.

Jako, że jestem z wykształcenia socjologiem, hobbistycznie interesuję się również reklamą i marketingiem, pomyślałem że skoro już się za coś chcę wziąć, to trzeba to ubrać w jakieś ramy. Pierwszym o czym pomyślałem było miejsce. BuddaPlay był ok, ale lokalizacyjnie mieścił się na Pradze (czyli nie w Centrum). W dodatku zależało mi aby nie ponosić żadnych kosztów rezerwacji sali, a z racji charakteru miejsca, raczej było to niemożliwe. Przejrzałem internet i ku mojemu zaskoczeniu trafiłem na informację o wystartowaniu pierwszego pubu dla Graczy w Warszawie, nazwanego Level Up! – to musiał być znak! Był wtedy miesiąc kwiecień 2013. Zdecydowałem, że w wolnej chwili udam się w to miejsce.

W głowie przygotowałem jakąś delikatnie profesjonalną mowę, niemniej podejście właściela – Bartosza Hintertana – idealnie trafiło w to, czego oczekiwałem. Pełen entuzjazm, obustronne wsparcie, zero kosztów, bo Bartek wiedział, że i on nie będzie musiał dokładać do eventu, a w zamian otrzyma ciekawą atrakcję oraz promocję dla swojego miejsca – idealny mechanizm. W domu wymyśliłem nazwę. Połączenie pogadajmy z grajmy. Choć nie jest to jakaś wykwitna i wyszukana nazwa, tak spełnia swoją funkcjonalność. Duże „R” w nawiasie też nie jest przypadkowe 😉 Jako miłośnik zespołu KoRn zrobiłem sobie takiego smaczka 😀 Który później okazał się zmorą dla mediów i niekiedy wytwarzał we mnie frustracje. Krzywiłem się jak widziałem Pog(r)adajmy, Pogradajmy, pogradajmy czy po(g)radajmy – włączyło mi się „myślenie Nintendo” – chciałem aby zawsze każdy redaktor pisał poprawnie naszą nazwę! Tak jakby była znakiem handlowym. Z tej małej obsesji musiałem się wyleczyć, jednak dalej wśród organizatorów bacznie patrzę każdemu na ręce. Logo, grafika – tego jeszcze nie było. Pierwszą wersję grafiki zaprojektował spontanicznie mój dobry przyjaciel Maciej Mechliński. Co jednak działo się dalej?

Pierwszy pomysł na logo stworzony spontanicznie przez Macieja Mechlińskiego – ukryta w nim jest późniejsza różno-kolorowość – a także można to zinterpretować jako kolor jakiegoś dywanu.

Byłem nowy w Warszawie. Mieszkałem w tym mieście od lutego 2013. Szukałem pracy. Otrzymałem kilka ofert związanych z grami, jednak zazwyczaj wszystko rozbijało się o zarobki. Nie będę zdradzał szczegółów, ale najniższa krajowa to wtedy był standard 😉 a jeszcze przed chwilą pracowałem dla Sony PlayStation w Poznaniu. Miałem głód gier, chciałem pracować przy grach. Stwierdziłem, że Warszawa to miasto, w którym jest najwięcej firm tworzących gry. Na pewno tych największych. Idealne miejsce do próby ściągnięcia pracowników branżowych na takie spotkanie – przy okazji możliwość zbudowania kontaktów. W tym samym czasie dotarło do mnie, że to może mieć szczytny cel – Gracze mogą mieć okazję poznania twórców gier, a ci drudzy móc promować swoje tytuły oraz zbierać pożądany feedback – uczyć się słuchać opinii Graczy i wyciągać z tego wnioski. Nie chciałem iść jednak w formę prelekcji. Takie inicjatywy już były, zresztą one zazwyczaj są jednofalowe. Przychodzi gość, opowiada, zadajemy mu pytanie, odpowiada, moderator prowadzi z nim dialog i po wszystkim zazwyczaj nasz gość się zmywa lub zostaje na symboliczną chwilę. Dlaczego tak się dzieje? Bo na spotkaniach z „prelegentami” automatycznie tworzymy dystans. Mamy gościa oraz publikę. Ja chciałem czegoś innego, czegoś bardziej dostępnego. Chciałem aby Ci ludzie nie byli traktowani jak osoby z innego środowiska. Mało tego, osobiście chciałem poznać ludzi tworzących gry w Polsce. Szukanie kontaktów celem zatrudnienia – czemu nie. Jednak fundamentem było dla mnie po prostu – jakby – doznanie tej magii obcowania z ludźmi, którzy tworzą, tak bardzo uwielbiane przeze mnie gry. I tutaj ponownie przytoczę osobę Bartosza Hintertana, ponieważ to on jest drugim inicjatorem całej tej historii.

Bartkowi udało się ściągnąć do swojego lokalu osoby pracujące w środowisku gier. Level Up regularnie odwiedzali pracownicy firm QLOC, Techland, CD Projekt Red czy Testronic Labs. Jako gospodarz – Bartek miał cechę, której nie mają wszyscy właściele takich miejsc. On wierzył w to co się u niego dzieje i starał się do tego przykładać. To on nie zapominał o tym aby swoim gościom mówić o naszych spotkaniach, przypominać datę i ich zapraszać. To ta osoba ściągnęła na pierwsze Pog(R)adajmy po jednym pracowniku CD Projekt Red, Techland, CI Games, kilkoro z QLOCa i innych firm. Ja robiłem swoje z drugiej strony. Zapraszałem ludzi na wydarzeniu na Facebooku, odzywałem się do mediów i innych firm z branży, próbując te grupy ściągnąć na nasze spotkania. Na samym początku regularnie odwiedzali nas ludzie z Pad.tv, Magazyn Gamer, Vipmultimedia czy GameFaction. Później trafili do nas redaktorzy z CD Action, GRY-Online.pl czy tvgry.pl. Informację o naszych spotkaniach do dziś regularnie publikuje PSX Extreme oraz portal PPE.pl.

Jest jednak jeszcze jedna rzecz w tej całej historii, którą trzeba uwypuklić. „Dlaczego?” to właśnie druga środa miesiąca… Sytuacja była klarowna. Na pierwszym spotkaniu z Bartkiem dywagowaliśmy na ten temat i on wprost powiedział mi, że nie jest mu na rękę robienie takiego eventu ani w sobotę, ani w piątek. Wtedy jego lokal miał zawsze najwięcej ludzi. Najmniej bywało w niedziele, więc to była pierwsza propozycja. Niedziela gryzła mi się z różnych powodów – na koniec weekendu ludzie raczej myślą już o poniedziałku i niekoniecznie chcą iść się integrować z nowymi ludźmi – to było moje zdanie i samemu tak to odczuwałem. Później Bartek zaproponował czwartek jako tzw. „drugi-piątek”. Spoko, jednak mi w głowie pojawiła się inna myśl. Czy nie warto byłoby zrobić spotkania tak aby było ono takim swoistym „resetem” w środku tygodnia dla pracowników branży gier? Miałem wizję, że – wiecie – idziesz na Pog(R)adajmy, wracasz do domu, patrzysz w kalendarz i mówisz „już tylko czwartek, piątek i mamy weekend”. Gdyby Pog(R)adajmy odbywało się w czwartek to w piątek ludzie zdychaliby w pracy, byliby nieproduktywni, bo w końcu zapewniłem im „drugi-piątek”, a szkodzić produkcji gier nie chciałem. Natomiast środa – miała swój drobny umiar. No i wyróżniała się na tle innych dni – nikt nie robi eventów w środku tygodnia – zmieńmy to! Wstrzelimy się w coś nowego. A czemu nie pierwsza środa? Po przeanalizowaniu kalendarza, w terminie od 1-7 dnia miesiąca jest więcej świąt, wolnego i jakoś tak, stwierdziłem że druga brzmi jeszcze bardziej zwariowanie – a mimo wszystko chciałem aby ten event był nieszablonowy (nieschematyczny? – nie, tego nie powiedziałem!). I tak też się stało.

Na pierwszym spotkaniu pojawiło się ok. 30-35 osób – choć kiedy wybiła równo 20:00 sala była pusta – w mig w mojej głowie pojawiły się minimalne wątpliwości. Jednak dosłownie po chwili zaczęli pojawiać się pierwsi uczestnicy. Przedstawiam się i z drugiej strony słyszę „pracuję dla Techlandu; jestem testerem w CD Projekt Red” – moje serce momentalnie zaczęło bić szybciej! Po zakończeniu wydarzenia, z głową pełną wrażeń zdecydowałem się kontynuować spotkania. Wtedy jeszcze bez większego planu, po prostu zróbmy to spotkanie ponownie – i ruszyliśmy z tematem.

A właśnie – temat dyskusji – tego w ogóle nie było. Mieliśmy przyjść, usiąść w jednym miejscu, podać sobie rękę, pogadać o grach i tyle. Swoisty „Networking” jak to teraz modnie się nazywa. Na naszym pierwszym spotkaniu poznałem m.in. Błażeja Szczypkę, Bartka Cieślaka, Filipa Gontarczyka, Bronę Culturę i The Armory. Filip w pewnym momencie zapytał zebrany tłum czy ktoś chce zrobić z nim turniej Mortal Kombat w Warszawie, ponieważ uwielbia tę grę. Wymienieni ludzie zaangażowali się w temat, a w lipcu wspólnymi siłami przeprowadziliśmy turniej Mortal Kombat Battle Arena. To wtedy też wyłoniła mi się pewna moc Pog(R)adajmy – zrzeszanie ludzi chcących robić coś więcej – mocno zaangażowanych w swoje hobby. Byłem pełen optymizmu oraz podziwu co też przed chwilą dodatkowego zorganizowaliśmy.

Na pierwsze Pog(R)adajmy: inteGRAtion Party Edition – wraz z firmą The Armory, stworzyliśmy limitowaną serię koszulek. Legenda głosi, że powstało łącznie tylko 30 sztuk, a jedną z tych koszulek mają wybrani.

W międzyczasie odbył się event lipcowy i w głowie narodził mi się kolejny pomysł, ponieważ byliśmy już w klimacie wakacji. Mamy środę – jest ok – ale ludzie z okolic Warszawy już wtedy zaczęli krzyczeć „Czemu środa? Czemu nie w weekend?” – wtedy też zauważyłem, że ludzie ogólnie mają tendencję do częstego stawiania żądań. Nieważne czy jesteś taką samą zwykłą osobą jak oni, nie reprezentujesz żadnej firmy czy instytucji, tylko działasz sobie z czymś „po godzinach” – to nie jest istotne, niektórzy i tak tego nie sprawdzają, byle by wszystko działo się po ich myśli. Jednak samo otworzenie się na ludzi z innych miast to nie był taki zły pomysł. Pomyślałem wtedy: zróbmy taki mały zlot – przecież czegoś takiego też w Polsce już nie ma (kiedyś były). Temat Bartkowi z Level Up się spodobał, dlatego zgodził się na rezerwację jednej soboty – ostatniej w miesiącu sierpniu – na nasze spotkanie. Lokal nie był zamknięty, ale mieliśmy zarezerwowany cały dół. Pomysł na nazwę „inteGRAtion Party Edition” też nie był przypadkowy. Czas odsłonić kolejne karty. Prywatnie jestem wiernym czytelnikiem magazynu o grach konsolowych PSX Extreme. Nigdy nie byłem na tzw. Extreme Party – wydarzenie to odbywało się w czasach kiedy byłem na nie ciut za młody i nie do końca też przekonany, że było to dobre miejsce dla mnie. W 2013 roku, patrząc z perspektywy czasu, oczywiście chciałem wybrać się na coś takiego, ale słuch o EP już dawno zaginął. Stwierdziłem, że w nazwie swojego wydarzenie, mrugnę oko do PE – czy wiecie już gdzie leży nawiązanie? Przyjrzyjcie się dobrze temu co napisałem przed myślnikiem.

Profesjonalnie sporządzony plakat. Od razu widać, że za wydarzeniem musi stać jakiś wielki wydawca (ups! cicho, tego nie było) albo zespół metalowy. To niemożliwe, że „inteGRAnie z nagrodami” mógł zapewnić zwykły śmiertelnik. To na pewno te Konam… (ups! dobra – już nic nie mówię).

Na Pog(R)adajmy: inteGRAtion Party Edition przyjechało około 70 osób. Pojawili się pierwsi cosplayerzy (AHu), przedstawiciele dużych fanpagy na Facebooku (Grające Kobiety) oraz m.in. wykładowca bydgoskiego UKW dr Michał Mochocki. Na tym wydarzeniu po raz pierwszy zrobiliśmy „prezentacje” różnych growych inicjatyw. Pojawił się m.in. Rafał, który zaprezentował prototyp magazynu o grach pt. GRAMY! (kto pamięta?). To tutaj również wspomniany dr Michał Mochocki opowiedział o Gamedecu – kierunku na studiach kierowanym do Graczy. To również z inteGRAtion Party Edition pochodzi mój zeszyt, w którym regularnie staram się zbierać autografy od uczestników spotkań. To na te wydarzenie po raz pierwszy udało mi się uzyskać spory wór nagród od sponsorów i zorganizować dodatkowe turnieje.

Pog(R)adajmy: inteGRAtion Party Edition – było chyba pierwszym, na którym pojawił się mikrofon. Przed tym było zdzieranie gardła. Niektórzy organizatorzy nadal praktykuję tę sztukę.

Praktycznie nikt o tym nie wie, ale prywatnie – okres od lipca do września nie był dla mnie lekkim. Miałem wtedy kilka zawrotnych sytuacji w moim życiu, a organizowanie inicjatywy okazało się czymś na czym mogłem skupić swoją uwagę. To Pog(R)adajmy wpłynęło również na zaciśnięcie więzi z moją obecną dziewczyną, ponieważ okazało się dobrym pretekstem do wspólnego spotykania się co miesiąc (Anna mieszkała wtedy w Krakowie).

W grudniu zdecydowałem się nie przedłużać umowy z ówczesnym pracodawcą i wyruszyłem do Krakowa. O kontynuowanie organizacji spotkań w Warszawie poprosiłem Bronę Culturę, ponieważ była to pierwsza tak zajawiona inicjatywą załoga, która pokusiła się o stworzenie pierwszej zewnętrznej relacji. Czułem, że byli to pasjonaci z krwi i kości, profesjonaliści z luźnym poczuciem humoru. Całość przejęcia spotkań ustaliłem z Gorky’m i po grudniowym spotkaniu pozostało pożegnać się z warszawskimi Graczami i tamtejszą branżą gier.

W momencie kiedy ustalałem przeprowadzkę do Krakowa, odezwała się do mnie Natalia „Nadya” Dołżycka – autorka bloga Jestem Geekiem. Poinformowała mnie, że sama myślała o takich spotkaniach, a z racji tego że przez pół roku stworzyliśmy już jakąś drobną rozpoznawalność – chciałaby zorganizować takie spotkania w Katowicach pod wspólną banderą. To Nadya dała mi kopa aby zorganizować takie samo spotkanie w Krakowie. Przy okazji stwierdziłem, że sprawdzę czy uda się powtórzyć to, co zaskoczyło w Warszawie. Natalia wprowadziła do inicjatywy dwie istotne rzeczy. Była osobą, która przedstawiła nam pomysł na nowe logo (wcześniej mieliśmy tylko napis w mocno udergroundowym stylu), a także – chcąc nieco odróżnić swoje miasto – wymyśliła nadanie mu indywidualnego koloru niebieskiego. Podchwyciłem pomysł i Warszawa dostała swój zielony (ponieważ logo Level UP wyróżniało się tym kolorem – ukłon w stronę lokalu z mojej strony), a Kraków otrzymał żółty po Hexie – pierwszym lokalu, w którym odbywały się spotkania w tym mieście. W styczniu 2014 roku Pog(R)adajmy odbyło się w trzech miastach jednocześnie.

Wynik wielu analiz rynkowych, stworzenia 44 tys. koncepcji, przeprowadzenia badań rynku oraz druku na koszulkach. Finalnie powstała ona – kolorowanka, którą zaczęliśmy malować i oznaczać nią różne miasta. Do dziś niektórzy nie chcą nam wybaczyć różu, łososia czy zgniłego zielonego. Zawsze czuliśmy, że projekt ten będzie wzbudzał kontrowersje.

Ku naszemu zaskoczeniu, w następnym miesiącu skontaktował się ze mną dr Mochocki informując mnie, że nasza inicjatywa tak mu się sposobała, że narzucił swoim studentom jej zorganizowanie – ponoć celem zaliczenia jakiegoś przedmiotu. Zgłosiło się trzech chętnych – Michał Grochowski, Klaudia Krawczyk i Damian Sztankowski. Na świeżo po debiucie Katowic oraz Krakowa, w marcu 2014 wystartowała Bydgoszcz! To być może wpłynęło na następny kontakt – tym razem odezwała się Gwardia Navis – „chcielibyśmy zorganizować Pog(R)adajmy w Łodzi” –  w kwietniu 2014 inicjatywa ruszyła w tym mieście. Co było dalej? W między czasie odzywają się dwie kolejne osoby – Paulina Joanna Rutkowska z Poznania (swoją drogą Paulina, dzięki kontaktom utworzonym na Pog(R)adajmy, postanowiła zainicjować Poznańską Gilidię Graczy, która z kolei obecnie jest głównym organizatorem naszych poznańskich spotkań – historia zatoczyła koło) oraz Michał Mazur z Radomia. Dzięki temu w maju 2014 wystartowały aż dwa kolejne miasta! W czerwcu 2014 – w równy rok inicjatywy – dołączył Lublin. Kula zaczęła się toczyć.

Pierwszy koncept wyglądu strony internetowej inicjatywy. Pac-Man zjada loga nam patronujące. Stwierdził, że za takie żarło możemy korzystać z niego za darmo (nie kazał jednak dzielić się tą informacją ze swoim twórcą).

W szczytowym momencie inicjatywa odbywała się w 15 miastach Polski JEDNOCZEŚNIE! Żaden inny event gamingowy w Polsce (nawet te komercyjne) nie osiągnął nigdy takiego rezultatu! Pog(R)adajmy zawitało do takich miast jak: Białystok, Bielsko-Biała, Bydgoszcz, Częstochowa, Gdańsk, Gdynia, Katowice, Kraków, Lublin, Łódź, Olsztyn, Poznań, Radom, Szczecin, Toruń, Warszawa, Wrocław. Obecnie spotkania odbywają się w 11 miastach Polski.

Czy dostrzegacie co jest w tle? Tak, to Wy! – bo to Wy tworzycie tę inicjatywę!

Jak mogłeś przeczytać, event Pog(R)adajmy wyrobił już sobie drobną historię. Kiedy opowiadam o nim twórcom gier z zagranicy – zazwyczaj robią wielkie oczy – „Jak to? W tych wszystkich miastach robicie spotkania jednocześnie?” – a nawet niektórzy w Polsce nadal nie skumali jak to działa 😉 W gronie organizatorów żartujemy często, że powinniśmy ruszyć już poza granice naszego kraju. Kto wie – może ktoś kiedyś znajdzie chęć poprowadzenia spotkań w Tokio czy Los Angeles. A może inicjatywa w pewnym momencie zniknie z krajowych wydarzeń gamingowych. Trzeba pamiętać, że całość tworzymy po godzinach, za darmo, dlatego my też musimy czerpać z tego radość i mieć na to czas. Póki jednak to mamy, przychodźcie na te spotkania. Powiększone grono znajomych o innych miłośników gier – gwarantowane!

Ten tekst dedykuję wszystkim organizatorom oraz inicjatorom Pog(R)adajmy z okazji 5-lecia inicjatywy! Całość jest napisana z mojej perspektywy i dotyczy tylko jej początku, ale wiem że każdy z Was ma własną historię z Pog(R)adajmy do opowiedzenia. Dziękuję Wam wszystkim za włożony trud oraz pracę, którą wykonujemy dla siebie jak i dla innych, regularnie co miesiąc.

Pog(R)adajmy: inteGRAtion Party Edition II – pierwsze inteGRO po wystartowaniu kolejnych miast, pierwsza taka fotka grupowa.

To be continued?

89